top of page

Przejażdżka na słoniu (8 kroków do realizacji celu)

Chcę napisać e-booka, dokończyć swoją powieść, wydać książkę z poradami dotyczącymi celów i motywacji. Chcę zostać coachem w grudniu, za rok rozpocząć studnia magisterskie z psychologii. Chcę szkolić ludzi, inspirować ich i wzbudzać entuzjazm do ciągłego rozwoju. Chcę stworzyć własny kurs, nawiązywać interesujące współprace. Jednocześnie chcę być dobrą mamą, i spełnioną kobietą. Chcę wciąż podróżować za ukochanymi artystami i ładować swoje akumulatory podczas niezapomnianych koncertów. Może się wydawać, że chcę robić więcej, niż pozwala na to doba… Jak zatem zamierzam tego dokonać? Wykonam 8 kroków realizacji do celu.


Podróż świadomego Jeźdźca

metafora słonia i jeźdźca

Uwielbiam pracę na metaforach – dzięki temu planowanie nawet największych celów zyskuje cechy dobrej zabawy. Teoria, która w łatwy sposób pomogła mi zrozumieć siebie, to metafora jeźdźca i słonia. W dużym skrócie i uproszczeniu, ta metafora odnosi się do budowy mózgu.

  • Słoń to pierwotne części naszego wewnętrznego dysku twardego. Odpowiada za instynkty oraz emocje.

  • Jeździec, to te części mózgu, które pozwalają nam działać racjonalnie i w sposób kontrolowany.

Wyobrażając sobie jeźdźca na słoniu, nawiązujemy do sytuacji, w których nasze świadome dążenie do wyznaczonego celu zaczyna być sabotowane przez silne emocje, instynkty i rozpraszacze. Taki scenariusz to gotowa recepta na spadek motywacji, a w perspektywie czasu – na porażkę. Na szczęście, że nie musi tak być.

W mojej praktyce metafora jeźdźca i słonia pozwala świadomie zarządzać reakcjami na wyzwania i trudności, które spotykam na drodze do celu. Dodatkowo, dzięki tej teorii dużo łatwiej wychodzę z impasu, kiedy moje wielkie CHCĘ zaczyna przechodzić w JUŻ NIE CHCĘ.

Rozumiem, że działanie w zgodzie z instynktami jest rzeczą naturalną i nieuniknioną. Często czuję, że Słoń, na którym jedzie mój Jeździec ma głęboko w nosie (w trąbie?) moje cele. Zwierz chce być wypoczęty, syty i bezpieczny. Z jego punktu widzenia zmiana to potencjalne zagrożenie. Jak zatem zachęcam upartego Słonia do działania? Moim niezawodnym sposobem są częste nagrody, drobne rytuały i nawyki, które dają mi pewność, że droga do celu to nie tylko kierat Jeźdźca.

Aby nagradzać się z głową i nie utknąć na zbyt długo w bezruchu, pożyczyłam od biznesu metodę Kottera, a Jeźdźca i Słonia i całe swoje otoczenie zamieniłam w wyobraźni w korporację dążącą do zmiany.


Cel nie osiągnie się z dnia na dzień

Mapa do celu

Dlaczego zainteresował mnie model Kottera? Pozwala on na wprowadzanie zmian w 8 krokach, co choćby ze względu na jasny podział celu na etapy staje się dużym ułatwieniem. Ważne jest też to, że ten konkretny system dotyczy zmian dużych, długotrwałych i niełatwych.


Zmiana zarówno w życiu prywatnym, jak i w wielkich korporacjach zaburza dotychczasowy ład i wpływa na nawyki osób w nią zaangażowanych. Moje życiowe cele, niezależnie od tego jaki jest ich kaliber oraz termin realizacji, mają wpływ nie tylko na mój system działania, ale też na wiele osób funkcjonujących w moim otoczeniu. To ważne, żeby przedsięwzięcia w które angażuje między innymi męża i dzieci wiązały się z wysokim prawdopodobieństwem sukcesu, więc z pełną zuchwałością wdrażam metody znane rekinom biznesu.


Osiem kroków do realizacji celu opisanych przez Johna Paula Kottera w moim wydaniu wygląda mniej więcej tak:


1. Stwórz potrzebę pilności zmiany

Staram się informować swoje otoczenie o wszystkich pomysłach na rozwój, kiedy tylko pojawią się w mojej głowie. Jednocześnie od samego początku traktuję te plany, jak sprawy niecierpiące zwłoki – coś, co albo zrobię natychmiast, albo ulegnie przedawnieniu. Takie podejście pozwala mi działać z należytym impetem i utrzymywać samą siebie w poczuciu, że moje działania mają wyższy sens.


2. Powołaj zespół przewodzący zmianie

Przez większą część swojego życia byłam totalną samosią. Odkąd świadomie planuję swoje cele, angażuję w nie bliskich poprzez zasięganie wielu opinii na różnych etapach realizacji. Takie podejście ma kilka korzyści:

  • Poznaję różne poglądy i punkty widzenia, przez co sama patrzę na proces zmiany dużo szerzej.

  • ·Zyskuję opinie osób, które są ekspertami w bardzo różnych dziedzinach życia i biznesu.

  • Mogę czerpać z doświadczenia ludzi, którym ufam i których autorytetu jestem pewna.

3. Sformułuj wizję i strategię zmiany Uwielbiam spontaniczne działania, ale jednocześnie dostrzegam ich zawodność. Aby zapewnić sobie kontrolę nad tym, co czeka mnie podczas całej podróży ze startu na metę, wiele czasu poświęcam na analizę tego, co zrobili inni. Obecnie sieć jest nasycona poradami ekspertów – to dla mnie bardzo cenne, że zanim sama zacznę działać, mogę sprawdzić jaki proces przeszli ci, którzy odnieśli sukces.


4. Zakomunikuj wizję i zgromadź wokół niej entuzjastów Fundamentem dla moich celów jest wiara w to, że sukces jest osiągalny. Kiedy staram się rozbudzić podobny entuzjazm w moim najbliższym otoczeniu, najczęściej posługuję się wizją korzyści, które czekają na końcu drogi. Mówiąc o nich nie skupiam się jedynie na tym, co sama osiągnę, ale również na pozytywach, które oni z pewnością odczują (np. kolejne studia podyplomowe wzbogacą moje kompetencje, a wykonywanie dodatkowego zawodu wzbogaci nasz budżet domowy).


5. Usuń przeszkody i zmobilizuj do działania

Na tym etapie istotna staje się moja relacja ze Słoniem i Jeźdźcem. Aby utrzymać poczucie kontroli i nie dać się rozproszyć instynktom, sięgam po system nagród. Ekscytacja związana z oczekiwaniem na coś dobrego jest dla mnie silnym motywatorem. W każdym tygodniu planuję taką aktywność, która jest dla mnie czystą przyjemnością. Aby świadomie budować napięcie przed tym wydarzeniem, nagroda zajmuje szczególne miejsce w moim kalendarzu. A co jest nagrodą? U mnie najczęściej bywa tak:

  • Spędzenie aktywnego czasu z rodziną (kino, rowery, spacer, kolacja, filmowe noce lub popołudnia. itd.).

  • Spotkania z przyjaciółką (zarezerwowałyśmy dla siebie czwartki. Spotykamy się mniej więcej co dwa tygodnie i traktujemy te dni, jak świętość).

  • Ucieczka z miasta do mojego azylu, domku na wsi w sercu Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

  • Wyjście do klubu / spędzenie czasu „na mieście” (jestem zwierzęciem stadnym, ludzie ładują moje akumulatory).

  • Koncerty (przy dobrej passie to nawet jeden koncert miesięcznie). To moja wielka pasja, która często wymaga wyrzeczeń, ale czuję, że w niej znajduję sens życia.

6. Skup się na osiągnięciu szybkich sukcesów

Szybkie efekty, to coś, co lubię najbardziej, jednak mam poczucie, że ich osiąganie to często kwestia nastawienia, a nie skuteczności. Celebrowanie małych sukcesów pełni dla mnie funkcję kolejnego motywatora. Na każdy postawiony krok staram się patrzeć w kategorii „aż”, a nie „dopiero”. Precyzyjnie zaplanowany cel daje mi świadomość tego, jak długa droga jest jeszcze przede mną. Dzięki temu nawet bardziej doceniam kolejny dzień, w którym znów się nie poddałam.


7. Kontynuuj i utrzymuj tempo zmian

Nie jestem z tego dumna, ale jestem tego świadoma – miewam słomiany zapał. Realizacja celów w oparciu o jakiś system, pozwala mi na uniknięcie ryzyka, że porzucę swój plan, kiedy tylko zacznę dostrzegać pierwsze efekty. Dlaczego to działa? W moim przypadku zasada jest podobna, jak wtedy, gdy czekam na cotygodniową nagrodę. Na pewnym etapie, konkretny punkt na drodze do celu motywuje mnie znacznie bardziej, niż cel sam w sobie.


8. Utrwalaj rezultaty zmiany przez osadzenie ich w kulturze organizacji

W biznesie ostatni krok modelu Kottera porównywany jest do zakorzenienia zmiany w DNA organizacji - realizacji celów osobistych jest podobnie.

Utrwalanie zmiany jest trudne. W moim przypadku przez lata przeszkodą był autosabotaż wynikający ze zniekształceń poznawczych, czyli pułapek myślenia. Dziś nie jestem od nich wolna, jednak studia podyplomowe z coachingu otworzyły moją głowę. Wciąż spotykam na swej drodze pułapki, ale omijam je świadomie lub potrafię z nich wyjść.


Boisz się?

Czas na podsumowanie… Podchodząc do jego napisania jestem zaskoczona, bo czuję, że szczegółowe spisanie doświadczeń w oparciu o ten ośmiostopniowy model stało się dla mnie rodzajem autoterapii. Ten niespodziewany wniosek utwierdza mnie w przekonaniu, że cel możliwy do zrealizowania to taki, który już na początku został poddany dogłębnej analizie. Często skutkiem jest poznanie nie tylko drogi, jaką musimy przebyć, ale też samego siebie.

W miniony weekend, podczas zajęć z coachingu zespołów, które prowadziła inspirująca Aleksandra Holewa, usłyszałam słowa, które pewnie już zawsze będą działać na mnie jak kopniak w tyłek, kiedy pojawi się zwątpienie lub lęk. „Bój się i rób” powiedziała nasza wykładowczyni, a ja postanowiłam że tak właśnie zacznę postępować.

31 wyświetleń0 komentarzy

Comments


bottom of page